<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Bajka o lwie który lubił truskawki">
<author_1="Wujcio Fistaszek">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="10">
<date="1954-10-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Był sobie raz mały pluszowy lew, który należał do pewnego małego chłopczyka. Ten mały chłopczyk nazywał się Jacek, a mały lew nazywał się bardzo zabawnie: Ruaa. Jacek ogromnie kochał swego lwa. Bawił się lwem od rana do wieczora, spacerując z nim pod rękę po ogrodzie rodziców i karmiąc go truskawkami, które rosły wzdłuż ścieżek. Czy Ruaa był z tego zadowolony? Nic na ten temat nie mogę powiedzieć. W każdym razie ani nie tył, ani tym bardziej nie szczuplał. Jego pyszczek robił się zupełnie czerwony, a to z powodu tych rozgniatanych truskawek. Pewnego dnia rodzice zabrali Jacka w podróż. W podróż bardzo daleką i bardzo zajmującą. Najpierw trzeba było jechać pociągiem, potem statkiem, potem trzeba było przemierzyć Północną Afrykę, aż wreszcie ukazała się Sahara. Jacek, który był rozgarniętym chłopczykiem zabrał oczywiście z sobą swego lwa. Kiedy już przybyli na miejsce, powiedział do niego tak: — Widzisz, to jest pustynia. Znalazłeś się w swojej ojczyźnie. Natychmiast po przybyciu położono Jacka spać. Jak zwykle, kładąc się do łóżka, Jacek nie zapomniał o swym przyjacielu. Zasnęli trzymając się w objęciach. Ruaę jednak w samym środku nocy zbudził jakiś ryk dobiegający z daleka. Nastawił uszu, przeciągnął się, skoczył w drugi koniec łóżka i zaczął się powiększać, powiększać. Urosła mu ogromna grzywa, wąsy i pazury. Gdyby Jacek zbudził się w tym momencie, byłby bardzo zdziwiony widząc zamiast małego pluszowego lwa, prawdziwego lwa, który prawie że wypełniał cały pokój. Ale Jacek się nie przebudził. Lew tymczasem, po cichutku, zupełnie jak kot, otworzył sobie drzwi, zszedł po schodach, wyskoczył przez otwarte okno i zniknął w ciemnościach nocy.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
